POCZĄTEK KSIĄŻKI

20.04.2019 Sobota

Decyzja o napisaniu tej książki zapadła akurat dzisiaj.

Bardzo często wspaniałe pomysły przychodzą w tym momencie, kiedy napięcie jest zbyt mocne, a sam człowiek jest załamany i znajduje się na kresie swoich możliwości. Sam w sobie pobyt w innym kraju jest niełatwy i wymaga dużo wysiłku, ale są okresy tak trudne, które wymagają wytrwałości tej fizycznej, jak również tej psychicznej. O takich sytuacjach będę pisał.

Ten tydzień był bardzo ciężki. Ludzie przed świętami Bożego Narodzenia robili zakupy, a my pracownicy musieliśmy szybko uzupełniać towar na półkach, który długo się tam nie zatrzymywał. Ponadto, ze względu na to, że w przeszłym tygodniu pogoda się zmieniła, temperatura z +20 stopni spadła do zera i ja oczywiście się rozchorowałem.  Jednakże takiego pojęcia jak „chorobowe” albo zwolnienie lekarskie dla nas imigrantów nie istnieje. Przecież otrzymujesz wynagrodzenie tylko za przepracowane godziny, a nie za leżenie w domu.

Natomiast, ja z kolei nie jestem typowym pracownikiem, który stara się wypracować jak najwięcej godzin miesięcznie (ok. 250-350). Wręcz przeciwnie. Staram się pracować jak najmniej, ale obowiązkową normą są 200 godzin miesięcznie, na mniej nikt nie pozwoli. Pracownicy są wykorzystywane przez pracodawców na ile się da, a ci z kolei przez swoją głupotę się cieszą i z radością pozwalają im na to. To, że popełniają błąd, rozumieją dopiero później, kiedy zaczynają mieć poważne kłopoty ze zdrowiem…

Wracając do tematu poprzedniego tygodnia… wziąć parę dni wolnego, by się wyleczyć, nie udało się, dlatego iż pracowniczka z kadr miała urlop, a na zmianę nikogo nie dali. Vacat jest, a osoby nie ma. Z takich trików często korzystają przedsiębiorstwa oraz ich kierownictwo.

Pozostali pracownicy musieli wykonywać dodatkową pracę i ja zdałem sobie sprawę, że moja nieobecność tylko skomplikuje życie moim kolegom. Na przykład, jedna pracowniczka po prostu nie dała rady przyjść do pracy, bo już nie miała sił, dosłownie nie miała wystarczająco sił, by podnieść się z łóżka. Także, nie chciałem zawieść moich przełożonych (dwóch młodych chłopaków), którzy zawsze szli mi na rękę, dlatego musiałem jak najszybciej wyzdrowieć, lepiej z dnia na dzień.

Akurat dziś, ostatniego dnia tygodnia, musiałem też iść do pracy na ranną zmianę, chociaż pracowałem poprzedniego wieczoru. Więc wczesnym rankiem, obserwując świt, szedłem do pracy i myślałem o swoim życiu. Każdy z nas jest wrażliwy na wpływ, a szczególnie otoczenia, w którym się znajduje. Ja myślę, że u mnie to jest odczuwalne w sposób szczególny. Słuchać swojego wewnętrznego głosu dopiero się uczę i udaję mi się to zwłaszcza wtedy kiedy jestem sam. Mam na myśli, że już od parę miesięcy w moim życiu nie ma bliskiej osoby, z którą ja, bym mógł rozmawiać codziennie, osoby która by wysłuchała, doradziła. Ani dziewczyny, ani przyjaciela, ani mentora. Właśnie w takich chwilach mogę poznać siebie lepiej, z tej lepszej strony i od tej gorszej strony, swoje słabości i swoje atuty, swoje marzenia i swoje cele. Kluczowym jest wyraz „swoje”, nienawiązane przez kogoś albo społeczeństwo, takie jak swoje mieszkanie, samochód czy podróże…

Szedłem i myślałem sobie, dlaczego zostałem fachowcem w dziedzinie IT. Poświęciłem temu 15 lat mojego życia tej pracy. Ukończyłem studia, a z czasem uznano mnie za specjalistę, wręcz wyjątkowym i najlepszym w regionie (przez liczbę sprzedaży), a w niektórych technologiach — najlepszym na Ukrainie (moje sprzedaży w 10 razy przekraczały poziom sprzedaży w innych miastach).

Dlatego, bliskie mi osoby, które wiedziały o tym, gdzie i kim teraz pracowałem, były zaskoczone tym, że wykładam towar na półkach w spożywczaku, zamiast torować ścieżkę zawodową w nowym kraju. Niejednokrotnie pytały mnie „Dlaczego?”, prosiły zmienić zdanie, zarzucały mi, że postępuję niemądrze. Jeden kolega, jeszcze od czasu studiów w zawodówce tak uporczywie krytykował moje zachowanie i przekonywał mnie do tego, by wyjechać z nim do innego kraju, aby pracować w zawodzie, był tak natarczywy, że musiałem przestać się z nim przyjaźnić. Dla takich „kolegów i koleżanek”, którzy pragną mojego dobra, wymyśliłem taką wymówkę, że w przyszłości zamierzam być właścicielem sieci supermarketów, a teraz studiuję, jak system ten działa poprzez przebywania w nim. Trochę to brzmiało jak żart, ale żart, który może się spełnić.

Poszukiwanie odpowiedzi cofnęło mnie do czasów ukończeniu szkoły. Tu chciałbym wspomnieć, że bardzo jestem wdzięczny moim rodzicom za dar życia, wychowanie, za warunki i możliwości, które mi dali. Zawsze miałem wolną rękę i prawo wyboru, ale co nastolatek może wiedzieć o przyszłości, o życiu?

Wiele moich kolegów z klasy kierowali ich rodzice, wskazywali im drogę, wyliczali ich mocne strony, talenty oraz interesy. Większość z nich za rok za dwa przed podjęciem studiów już wiedzieli gdzie i co chcą studiować i przygotowywali się do tego, uczestnicząc w kursach przygotowanych przez wybrane przez nich uczelnie. Ja nawet będąc na ostatnim roku, jeszcze nie wiedziałem gdzie chcę studiować.

Chociaż nie, ja raczej wiedziałem. Chciałem zdobyć wykształcenie w dziedzinie finansów, ale wszystkie studia związane z tą dziedziną były odpłatne, a mojej rodziny nie było stać na to, by płacić za moje wymarzone studia. Rozumiałem to dobrze, dlatego nawet nie zadawałem sobie trudu poruszać tej kwestii. Koniecznie trzeba było dostać się na darmowe studia. Nie mając żadnych preferencji oprócz studiowania finansów, próbowałem dostać się na Politechnikę na Wydział Chemii Nieorganicznej. Udało mi się nawet uczestniczyć w tygodniowych kursach przygotowawczych (w chemii byłem kompletnym zerem, ale na wydziale pracował przyjaciel rodziny), oczywiście olałem egzamin, nie uzyskując maksymalnej oceny. Pozostało bardzo mało czasu na złożenia dokumentów na jakąkolwiek uczelnię i słuchając rady mojej matki, udałem się do kolegium, w którym ona kiedyś studiowała. Byłem zaskoczony, że nie uzyskując maksymalnej oceny, dostałem się na budżet. Więc się stałem łącznościowcem dzięki radzie mojej matki. Internet jako taki był w powijakach w tym czasie, a ja przyszedłem do niego o wiele później. Ale czy to była moja droga?

Kiedy byłem dzieckiem, w dniu moich urodzin zapytano mnie, kim chcę być. Stałem dumnie i powiedziałem, że będę dyrektorem banku. Wszyscy się śmiali, ale tylko jedna osoba życzyła mi powodzenia. Bardzo możliwe, że to był mój ojciec chrzestny. Już jako dziecko wiedziałem, że żyjemy biednie, ale nikt nie mógł mi odpowiedzieć na pytanie, jak stać się bogatym. Nie pytałem o to nikogo, bo czy jest sens pytać o to ubogich? Ale nawet wtedy wiedziałem, że pieniądze są w banku, a dyrektor banku w jakikolwiek sposób zarabia dużo, gdyż musi zarządzać wielkimi pieniędzmi. Później, przez całe życie, szukałem odpowiedzi na pytanie, jak stać się bogatym, a w wieku 25 lat znalazłem odpowiedź. Byłem tak w to zaangażowany i miałem tyle chęci, by zastosować tą zdobytą wiedzę w życie, która w krótki czas zmieniła całe moje życia. Ale to już zupełnie inna historia.

Wracałem do przeszłości, abyście moi drodzy czytelnicy, mogli lepiej zrozumieć mnie i moje obecne rozważania.

Dziś mogę bardziej precyzyjnie określić moje pragnienia i aspiracje w sferze finansowej. Interesuję się bankowością, nieruchomościami jako przedmiotem inwestycji, giełdą (ale nie jako platformą dla spekulacji akcjami, lecz jako miejsce dla tworzenia własnych przedsiębiorstw i wprowadzenie ich na giełdę, tak zwanej IPO – pierwotnej oferty publicznej na giełdzie, jak również oferty akcji przed opinią publiczną przed IPO). By wszystko to zrobić, będę musiał przejść przez ścieżkę przekwalifikowania i nauczyć się wielu rzeczy. Od kilku lat studiuję tę dziedzinę we własnym zakresie oraz wnikam głębiej w temat inwestycji i finansów osobistych, poza tym mam doświadczenie w przedsiębiorczości, które z pewnością przyda mi się w przyszłości.

Dla osiągnięcia tego celu jestem gotowy, by pracować niezawodowo, przy tym nie mając poparcia bliskich osób. Niektórzy powiedzą: „Tak samo możesz pracować zawodowo w Polsce, zarabiając większą kasę, a jednocześnie uczyć się nowego zawodu”. Tak, to jest możliwe, lecz ja znam siebie – jak zacznę ponownie pracować w swojej sferze, to pogrążę w tym ostatecznie. Ponieważ oddaje się dla pracy w całości, angażując się na sto procent. Wszystko zacznie się od ponownego zanurzania się w branży, rozpocznę współpracę z niektórymi operatorami telekomunikacji, opracuję plan i projekty rozbudowy sieci oraz zwiększenia poziomu sprzedaży ich usług, i z powodzeniem zrealizuję to wszystko… Ale jak blisko będę mojego prawdziwego celu? Chyba będę dalej od niego niż bliżej. Proces ten może potrwać lata, a ja mam tylko jedno życie. Wolałbym pracować przez półtora roku jako zwykły pracownik sklepu spożywczego, dostawać mniej, ale trzymać się bliżej swojego celu i ciągle dążyć do niego.

Poza tym wszystkim nadal mam niewytłumaczalną chęć pisania. Być może zostało to odziedziczone po moim pradziadku, który był bardzo wykształconym człowiekiem. Pradziadek był założycielem szkoły, w której również był nauczycielem i później zajął stanowisko dyrektora. Oprócz tego był autorem kilku książek. Moja kuzynka zwyciężyła w konkursie literackim ogólnokrajowym, a teraz ona jest dziennikarką. Dlatego postanowiłem napisać tę książkę i czy stanie się ona bestsellerem — to zależy tylko od Ciebie.

Po tym, jak wiesz coś na temat mojej przeszłości oraz przyszłości, zapraszam z powrotem do tego, o co tak naprawdę chodzi w tej książce… czyli o moich przygodach jako imigranta. Naprawdę, zależy mi na tym, by informacja, która została tu umieszczona, miała kontekst pouczający. Lektura ta będzie też miała charakter rozrywkowy, by przyciągnąć jak największe grono czytelników. Możliwe, że dla kogoś to będzie taki przewodnik dla przyszłych imigrantów, który przygotuje ich do trudności, które ich spotkają na tej drodze albo odwrotnie schłodzi czyjeś żarliwe i naiwne pragnienia dużych zarobków za granicą.